RSS
 

10 lut

Na półmetku wycieńczenia, ulgi, ustawienia granic. W połowie drogi do uśmiechu, a w połowie drogi do zaciśnięcia zębów i głębokiego wydechu mającego na celu powstrzymanie łez. Przewracam oczami załatwiając sprawy, które muszą być załatwione bo tak trzeba. Macham na nie ręką, z lekceważeniem, nie podnosząc głowy znad ważnych spraw.

Myśląc o ważnych sprawach, idę do przodu. Bo tak trzeba. Zatrzymuje się na chwilę w pachnącej pościeli. Biorę głęboki oddech, ale nie po to aby powstrzymać łzy. Wdycham te kilka chwil, wyrwanych z życia. Już nie umiem się nimi zachłysnąć więc zasypiam.

Budzę się zmarznięta, muszę zrobić parę kółek łopatkami i trafić ramieniem w pustkę obok mnie aby wstać. Uderzam twardo o materac, niemalże łamiąc sobie kości i serce. Gdy ciało jest rozpalone trudniej je roztrzaskać, ale z moich zamarzniętych ust wydobywa się para. Ze złością zrywam się z pościeli i jestem krok dalej za półmetkiem wytrzymałości.

Ale idę dalej… Tylko dlatego, że tak trzeba.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii i znów.

 

Jałowy ból

20 sty

Tykanie zegara w bezsenną noc to tortura.

Tik. Tak. Tik. Tak.

Czasie, może byś się czasem zatrzymał? Zegarze, kiedy rozładują Ci się baterie?

Oczy się niecierpliwią, odliczam ile godzin snu mi zostało. Pociąg pewnie się spóźni, niedługo będę musiała zmarznąć.

Jestem w domu drugi raz w ciągu ostatnich 3 tygodni. Jak na razie jest to jedyne miejsce, które pozwala mi się schować przed światem. Nawet za cenę wdychania powietrza, które sprawia, że więdnę. Nadal nie odwiedziłam tego parku i tej ławki.

Nie odwiedziłam cmentarza.

To jest jak najbardziej prawdziwe i to sprawia, że bardzo się boję.

Czasie, może byś się cofnął?                        Zegarze, może byś przestał istnieć?

Lauro, czas najwyższy zasnąć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii i znów.

 

17 sty

W takie noce jak ta potrzebuje dobrej opowieści… Moja cisza głośno krzyczy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii i znów.

 

Dobranoc?

30 gru

Moja największa miłością jest sen. Dnie sprowadzają się do łóżka w którym jest ciepło, w którym mogę zamknąć oczy. Lubię nie myślec przed snem. Szukam sposobu, aby przekłuć swój umysł, udając, że to balonik. Usunąć wszystko, zneutralizować to co się działo. Skoro balonik i tak trzeba wypełnić czymś, po to aby zeszło z niego „powietrze”,  ważne jest dzięki czemu się wypełnia? Według mnie, odpowiedziałabym, że nie. I tak chce się tego pozbyć przed dniem kolejnym. Ale chyba jednak tak. Lubię emocje. Bardzo, bardzo je lubię. Dzięki nim umiem racjonalnie myśleć, zahamować się albo rozpędzić. Dzięki różnym emocjom myślę trzeźwiej (trudno o to w ostatnim czasie), bardziej racjonalnie. Paradoksalnie, teraz zbrodnia w afekcie nie istnieje. Emocje nie są ręką władającą za sznurki. Pomimo że marzę o śnie, leżąc (znowu samotnie) w łóżku, wystrzegam się go. Nie chcę zasnąć ot tak. Chcę się czegoś dowiedzieć. Chcę coś stworzyć, chce porozmawiać. Chcę coś zniszczyć i patrzeć jak płonie. Chciałabym coś zbudować i się tym zająć. Dziś czułam jak od stóp do głów zalewa mnie fala nienawiści. Emocje rozgrzewały moje palce i paliły przy każdym wdechu. Jak długo jeszcze? Co będę musiała wytrzymać i w ile rzeczy będę musiała uwierzyć, aby żyć łatwiej? Kilka głębokich wdechów.

To wszystko jest zbyt mało ważne.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii i znów.

 

Nie wiem która wersja siebie jest mną.

29 gru

Wstałam o 4, dopłam odrobinę czerwonego wina jaka została mi z wczoraj. Odetchnęłam kilka razy głęboko, aby mieć siłę podnieść się z tego mało wygodnego łóżka. Zimno, trzeba było się ubrać. Nic specjalnego, czarne spodnie, czarna bluza. Znów kilka oddechów. Szybke spojrzenie w lustro i podjęcie decyzji o wyciągnięciu kosmetyków. Po kilku minutach, pierwszy tego dnia uśmiech, kontrolny. O dziwo, zostało mi dużo czasu na śniadanie. Ciemne pieczywo z serkiem i papryką. Do tego świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Tak serio to nie starczyło serka na aż 3 kromki i nie dojadałam skórek. Sunęłam nimi po talerzu myśląc. Kolejny uśmiech tego dnia. Czas się powoli kurczył. Zamówiłam taksówkę, pożegnałam się z babcią. Wyszłam. Zimno. Pociąg się spóźnił o 10 minut. Prawie umarłam z zimna, było już po 6. Szukając swojego przedziału modliłam się o mało rozmowych towarzyszy podróży. Żaden bóg nie wysłuchał moich próśb. Udawałam, że słucham muzyki, zamykałam oczy prosząc o sen. Słuchałam 4 godziny o beznadziei pkp, zimy, świąt, Polski i niskich zarobkach kelnerek.

W Warszawie czekałam godzinę na kebsa z dostawą do domu zamiast pójść do tego samego kebsa pod domem i go zamówić.

Nie ważne.

Cała drogę do Wrocławia spałam. Nie muszę mówić, że się nie wyspałam prawda?

W domu powinnam iść spać, nie dosypiam od kilku dni. Poszłam do jednej z moich życzliwych dusz, która przypadkiem mieszka ze mną. Wypiłam smakowe piwo, zrobiłam jej czerwone paznokcie, wykąpałam się i włączyłam Donniego Darko. Po głowie ciągle plątało mi się tyle słów, których nie umiałam połączyć. Nic konkretnego, same zrywki i strzępki. Pomyślałam o wszystkich słowach które tu napisałam, które w tej konkretnej kolejności tworzą dla mnie coś wyjątkowego. 31 stycznia onet zamyka platformę i usuwa blogi. Mój mały pamiętnik, narzędzie do uwalniania emocji (dzięki Mruczku), które się mieszczą w tym obojętnym wzroku, zniknie. Nie wiem czy chce się przenosić, nie wiem czy to nie jest dobry znak. Ale ja naprawdę lubię słowa, one całkowicie nic nie znaczą, ale są naprawdę spoko.

Wyłączyłam Donniego Darko i zaczęłam łączyć słowa, szukać dla nich miejsca w szeregu. Po kolejnej dawce alkoholu jaką zażyłam, siedząc w ciemnym, samotnym pokoju czuję się całkiem dobrze. Od czasu do czasu trąca mnie noskiem ruda kulka. Kolejna dawka alkoholu. Nie lubię być sama.

„Chcę podnieść wzrok i zobaczyć to co we śnie. Będę wtedy mogła spokojnie rozsypać się na kawałki i poskładać na nowo. Wedle tego co znam teraz.. ”

Nie pamiętam co miałam w głowie pisząc co, ale podniosłam wzrok i zobaczyłam to co w tamtym śnie. Czy się rozsypałam? Nie. Czy muszę składać się na nowo wedle tego co znam teraz?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii i znów.

 
 

  • RSS