RSS
 

Dzień dobry

26 lut

Mam wewnętrzną potrzebę przywitania się.

Ostatnio konsekwentnie staram się przywitać świat dookoła mnie każdego dnia z uśmiechem na twarzy. Tak, pierwsze zdania pierwszej od wielu miesięcy notki nie zwiastują na cokolwiek pozytywnego.

Ale spoko, dramatu nie będzie. Będzie neutralnie.

Nie umiem już tu pisać. Blog był przyjacielem któremu w ładnych słowach mogłam wiele powiedzieć. Później poczułam się głupio. Głupio, bo sama przed sobą skrywałam niemalże wszystko, a co dopiero chcieć umieścić to gdziekolwiek, uformować myśl. Stałam się kurką domową od sprzątania, gotowania i prania, a wszystko to po 8-10 godzinach pracy. I jest okej, spokój to coś czego zawsze pragnęłam. Czasem tylko się duszę, a później znajduję odrobinę radości, aby mieć siłę na kolejne minuty. I najgorsze, że to już nawet nie ma znaczenia. Bez sił na kolejne minuty też jest okej, czy będę mieć wszystko czy nic, też będzie okej. Świat się nie skończy, nie zatrzyma. Po co brać głęboki oddech, po co zaciskać zęby, wprawiać serce w szybsze bicie?

Chciałabym podrzeć te bilety, chciałabym zachować jedynie t0 co mam teraz i przenieść się gdzieś nie odnajdywana.

Po co chcieć?

Ostatnie co powinnam czuć to strach przed powrotem.

Po co się bać?

Muszę wrócić do mojego wszystkiego.

Wszystkiego?

Przywitać brzydki świat z uśmiechem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii i znów.

 

Idę na piwo

28 lip

No heeeej!

Opowiem o moim współlokatorze. Później wyrażę ogromną radość z przeprowadzki, do której odliczam sekundy.

Mój współlokator (4/10) codziennie zaprasza do domu nową dziewczynę. Czasem nawet 2 dziennie. Naliczyłam już około 16. Co więcej to nie są koleżanki z kądśtam. To dziewczyny które go nigdy w życiu nie widziały na oczy i się zgadzają przyjść na pierwsze spotkanie do czyjegoś domu. Gdybym była gwałcicielem, byłabym bardzo pocieszona. Nie uciekają, nawet gdy pierwsze co robi to ściąga koszulkę (bo przecież jest w domu i wygodniej chodzić półnago przy nowo poznanej dupie). Nie uciekają, nawet gdy zostawia je same na 10 minut i idzie robić sobie kolację.

Mój współlokator nie używa papieru toaletowego. Tak mi się wydaje, że go nie potrzebuje, bo nigdy go nie kupił. A przepraszam! Raz! Mówiąc, że kupił go dla naszej współlokatorki. Jak worek jest pełny to śmieci stawia obok.
Używa mojego płynu do prania.
Pije moją colę.
Smaży kurczaka w garnku.

Ale jest śmieszny.
Ale go to nie ratuje.

Na szczęście już niedługo będę mieszkać z dwiema najważniejszymi osobami w moim życiu. Już zostało kilka dni. Będziemy urządzać mieszkanie, malować ściany i kupować patelnię. Ozdobimy balkon, stworzymy dom. Serio. Dom. Moja Grażyna stwierdziła, że gdy zmienia studia, znalazła pracę i przeprowadzamy się w normalne miejsce, czuje, że wszystko będzie dobrze. Taka ostatnia prosta. Czuję tak samo. A uśmiech jakoś tak sam się pojawia rano, od razu po otworzeniu oczu :)

Coby nie było za pięknie. Dwie najważniejsze osoby w moim życiu mają uczulenie na koty. Ale kochają mnie tak bardzo, że pozwoliły mi trzymać koteła w domu. Nie wiem czy mam serce im to robić. Ale na pewno pęknie mi serce, gdy pewnego dnia dowiem się, że moje ukochane zwierzątko pewnego dnia znikło, będąc tak daleko ode mnie. No nic, kupię im zapas wapna na całe życie.

Przeprowadzka, wyjazd do Warszawy, wakacje nad morzem.

Chyba mam za dobrze.

Ech, gdyby nie to, że byłam przyzwyczajona do chujowego życia, gdyby nie to, że nie zdawałam sobie sprawy, że można inaczej… takie zajebiste szczęście i spokój miałabym już dawno. Każdy inny sposób był bardzo nierealny. Sądziłam, że już tak musi być.

Głupiutka byłam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii i znów.

 

Domestos

30 cze

Wróciłam do domu i poczułam się jak w gnieździe. Dosłownie. Tak długo nie użytkowane mieszkanie wygląda jak nora. Szczególnie, że to mama zawsze sprzątała i nigdy nie wpadło mi do głowy, że obudowa lodówki też się brudzi i ją też trzeba wyszorować. Moje paznokcie błagają o litość, a konsola woła i prosi o uwagę.

Tak w ogóle, każdy wie, że okna przed świętami myje się po to aby Jezusek się nie obraził, ale po co szorować kuchenkę przed przyjazdem chłopaka? Przecież nie będzie zły, przecież nawet nie zwróci uwagi, że w domu jest kuchenka, kuchnia czy w ogóle cokolwiek innego poza mną.

Ogólnie to ja myślałam, że jestem syfiarą i miałam wyrzuty sumienia gdy zostawiłam kanapkę w plecaku, ale moi rodzice 4 miesiące temu zostawili w chlebaku chleb. Dziś go wyrzuciłam. Zostawili też gorsze rzeczy, ale nie chcę o tym rozmawiać, co zostało

A tak poza tematem, nie rozumiem w ludziach zawiści. Nie rozumiem nienawiści do osób którym się coś udało, są szczęśliwi, cokolwiek. Dlaczego są osoby które są miłe jedynie wtedy, gdy wyczują, że ktoś inny leży 5m pod ziemią i kwiczy? Dlaczego im odpierdala, gdy ktoś się zakocha, gdy para spędza ze sobą „cały kurwa czas”, gdy ktoś ma coś lepszego, gdy ma cokolwiek czego oni nie mają? Po co?

Mniejsza. Po prostu muszę posprzątać dom, a każdy powód aby zdjąć gumowe rękawiczki z dłoni jest dobry. A jako człowiek szczęśliwy nie mam zbyt wielkiej weny na kolejne notki więc muszę podziamgać na siłę, bo od tego ten blog jest.

 

Nie mogę się doczekać jutra!!!!! Jeszcze tylko 16 godzin i najlepszy urlop można zacząć :)

I ten no…wracam do szorowania kibla.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii i znów.

 

25 cze

Witam serdecznie po półtora miesięcznej przerwie!

Włączałam bloga miliony razy, ale jest tak super i dobrze i w ogóle ach och, że nie miałam o czym pisać i musiałam wyłączyć. Człowiek szczęśliwy nie ma weny, nawet ostatnio piję mniej, a jak wiadomo układam słowa w zdania najpiękniej, gdy jestem pijana. Raz nawet napisałam w smsie piękną notkę, którą skasowałam policzkiem gdy zasnęłam na telefonie. Cóż. Oto jestem!

Wróciłam do domu, mam urlop. 2 tygodnie bez… bez tego wszystkiego. Jeżdżenie na rowerze na zalew, dietka, nawet jakieś bieganie było w planach! Nawet zrezygnowałam z fajek.

Beng.

Dzień przed urlopem rozwaliłam sobie znów plecy. więc nie będzie jeżdżenia na rowerze ani biegania.

W pierwszy dzień urlopu spaliłam zasilacz do xboxa. Więc będzie 115 zł mniej na alkohol i życie.

Btw… alkohol? Jaki alkohol, przecież ćpię ketonal.

Jedynie jestem zdeterminowana, aby trzymać dietę. Ale jak gdy dostałam od rodziców miliony słodyczy?

Najgorzej, gdy rozglądam się po pokoju, który opuściłam ponad 2 lata temu i widzę tak dużo rzeczy, które od razu chcę wyrzucić, a tak bardzo nie mam siły tego robić.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii i znów.

 

11 maj

Najlepszą rzeczą jaką można zrobić to kupić bilet chuj wie gdzie w jedną stronę. To były najlepsze 4 dni mojego życia, pomimo braku zapewnionego noclegu i powrotu. Poradziliśmy sobie, było super, zresetowałam się i wiem dlaczego życie bywa fajne. Szkoda, że muszę uświadamiać to sobie w środku nocy stojąc na plaży z butelką wódki w dłoni, ale i tak jest super.

Nie mogłam sobie bardziej uświadomić, jak bardzo marnowałam czas. W miejscu w którym się męczyłam, z osobą która sprawiała, że było mi jedynie źle. Od zawsze zmiany mnie przerażają, ale trzeba w końcu coś zrobić. Postawić się, wytrzymać, dać radę.

 

***

Najgorzej, gdy budzisz się w środku nocy marząc jedynie o łyku wody bo suszy, a jedyne czego można się napić to białe wino. Najlepiej gdy jedynym planem na kolejny dzień jest tylko kac.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii i znów.

 
 

  • RSS